
Jak z 3 Miesięcy Zrobiło się 5 Tygodni
Skąd wogóle wzięły się 3 miesiące?
Kiedy ktoś pytał mnie o plany po zakończeniu pracy, pewnie odpowiadałem, że jadę w 3-miesięczną podróż. Dlaczego w ogóle 3-miesięczną?!
Cóż, 3 miesiące wydają mi się odpowiednim okresem, który można już nazwać podróżą. Dalej, moje wyliczenia zakładały, że mam budżet na 3 miesiące bez pracy, za to w podróży. No i przede wszystkim mam egzaminy na końcu stycznia, na których muszę być obecny w Polsce. Najwcześniej mogłem wyjechać w listopadzie, czyli listopad, grudzień i styczeń - 3 miesiące.
3 miesiące od początku były nie do zrealizowania.
Plan trzech miesięcy zaczął się sypać już od października - najpierw zbyt optymistycznie policzyłem koniec pracy, potem okazało się, że w pierwszym tygodniu listopada mam sprawy do załatwienia, a później to było gonienie z upgradami kampera. To gonienie, w sumie było planowane i jak zakładałem na to dwa tygodnie, tyle też mi wyszło - tylko, że upgradów było mniej ;). W każdym razie tutaj urwałem 2 tygodnie i kolejny tydzień w styczniu i tak z 3 miesięcy zrobiło się 10 tygodni.
Miało być 10, skończyło się na pięciu - dzień przed decyzją powrotu.
To była sobota 20 grudnia. Jechałem z Tavernes de la Valldigna do Pilar de la Horadada. Miejsce na samym końcu regionu Valencia. Jak zwykle w tej podróży na GPSie włączone filtry: omijaj autoastrady, omijaj drogi płatne. Co to jest za droga - wow to mało powiedziane - wow, to mówilem tam co chwilę. Na takich trasach nie opłaca się wyłączać kamery. To jedna z tych dróg, które chciałoby się nagrać w całości, ale nie myśląc o nagrywaniu, bo chcesz się skupić na widokach.
Wracając do tematu, jechałem tak tą trasą i myślałem, że chcę to przejechać jeszcze raz z lepszą kamerą, żeby nagrać całą drogę. I za tą myślą poszły następne:
- Jadę tą samą drogą w trakcie powrotu z Hiszpanii - mało realne - będę się śpieszył, żeby dotrzeć na czas do Pragi, a to sprawi, że pojadę autostradą.
- Malaga i droga do Malagi pewnie też jest świetna i będę żałował, że nie mam lepszej kamery,
- Nie jadę do Malagi, zostaję tutaj i eksploruję bardziej ten region,
- Ta Hiszpania jest tak piękna, że 10 tygodni to można spędzić w samej Valencii.
W tym momencie zaczęły też się pojawiać myśli, żeby wrócić do Polski, zacząłem sobie przypominać smak barszczu i pierogów i pojawiła się kolejna opcja w glowie: wracam do Polski na święta, i planuję powrót do Hiszpanii w innym czasie.
Skończyło się na pięciu… - decyzja o powrocie.
Niedziela 21 grudnia. Poranek jak na załączonym filmie.
Spaceruję z Zorą wzdłuż wybrzeża i zastanawiam się, czy rzeczywiście chcę w wigilię chodzić tak sam z Zorą po mieście i myśleć o tym, że tam w domu rodziców siedzi cała familija, zajada się barszczem i pierogami i zastanawia się, co ja tam robię sam w tym czasie. Jest tylu ludzi na świecie, którzy spędzają święta sami, bo nie mają bliskich, są specjalne akcje świąteczne na świecie, żeby ludzie nie byli samotni na święta, a ja mając rodzinkę, zastawiony stół przysmakami mam chodzić sam po prawdopodobnie pustych ulicach Malagi. Pustych, bo Hiszpanie też mają silną tradycję jedzenia wspólnej, rodzinnej kolacji wigilijnej. O nie! Wracam!
