
W końcu wybrzeże – wpis z dziennika podróżnika
Niedziela Rano, 23 Listopada
Dojeżdżam na wybrzeże. Jeszcze nie Hiszpania, ale wybrzeże. Gdzieś za Montpelier. Morze czeka. Nocowałem wczoraj na autostradzie, na parkingu dla kamperów. Jechałem długo – do 11 w nocy. Teraz, rano, ruszam dalej. Do parkingu przy plaży mam 40 minut.
Plan na dzisiaj? Cały dzień tutaj. Prawdopodobnie też noc. Jutro rano dalej w drogę.
Temperatura dziś ma być od 5 do 12 stopni. Już cieplej. Już fajniej. Zora – mój pies – już bez swetra. Ja bez kawy i bez śniadania. Postanowiłem sobie jednak: napię się kawki na wybrzeżu z widokiem na morze.
Cel bardziej poważny? Zrobić zadania z analizy matematycznej. Zbliża się termin oddania kolejnych ćwiczeń.
Postój przy Plaży
Parkowanie przy plaży we Francji, po sezonie – to genialne. Osiem euro za dobę. Miejsce mówi, że do 6 metrów (pierwotnie myślałem, że 3, ale sprawdzę jeszcze dokładnie). Tak czy inaczej, po sezonie jest mnóstwo miejsc, więc spokojnie. Widzę, że tu stoją nawet dłuższe auta niż moje, więc nie przejmuję się tym.
Infrastruktura? Solidna. Można zrzucić szarą wodę, czarną wodę, jest gdzie napełnić czystą – wszystko jest. Za osiem euro to naprawdę nieźle.

Plaża i Pies
Spuszczanie psa wymagało trochę improwizacji. Smycz zaczęła go denerwować, zaczął ją gryźć. Zamieniłem na linkę – problem rozwiązany.
Plaża tuż obok – dosłownie przejście przez wydmy, które nie są wielkie, ale wystarczające, żeby oddzielić drogę od morza. Rano nikogo tam nie było. Zora biegała jak szalona. Długo nie widziała piasku, w którym mogłaby kopać. Widać było radość w każdym skoku. To było warte przyjazdu tutaj.
Techniczne Problemy, Czyli Rzeczywistość Kamperowania
Przejdźmy do rzeczy mniej romantycznych.
Ładowanie laptopa. Mam gniazdo 90W. Myślałem, że powinno wystarczyć, tyle że nie do końca. Kiedy laptop nie pracuje i się ładuje – wszystko okej. Kiedy pracuję i mam go podłączonego – też okej. Natomiast kiedy go rozładowałem, pracuję na nim i jednocześnie ładuję? Wtedy potrzeba więcej mocy i napięcie spada poniżej 12V. Lipa.
Gdzieś mam straty energii. Przewody idące od skrzynki elektrycznej są wystarczająco grube, żeby to udźwignąć. Może problem jest w samej skrzynce elektrycznej. Prawdopodobnie trzeba będzie ciągnąć prąd bezpośrednio z baterii. To do sprawdzenia. Nie wiem, czy to krytyczne, ale jeśli będę chciał stać dłużej i pracować na laptopie przez cały dzień – to się stanie problemem.
Starlink. Dopóki ciągle się jedzie, można czuć spokój i cieszyć się nielimitowanym internetem, ale na postoju trzeba już zacząć lepiej zarządzać energią. Na szczęście aplikacja starlinka pozwala na ustawienie harmonogramu.
GoPro – Zawód
I tutaj się denerwuję.
Jechałem przez fajne francuskie miasteczko. Włączyłem sobie nagrywanie. Pół godziny później – red light i nic. Ani włącz, ani wyłącz, ani reset. Próbowałem schłodzić. Nic. Dopiero wyjęcie i włożenie baterii pomogło, ale film? Stracony. Dziesięć minut świetnego materiału. Miasteczko dopiero budziło się do życia – ludzie wychodzili z domów, restauracji, wynosili stoliki na ulicę. Niedziela, 9 rano, a miasto już żyło.
To był fajny pomysł filmować drogę, ale GoPro to nie jest kamera do tego. Jeśli chcę robić reportaż wideo, muszę zainwestować w coś lepszego. To będzie droga decyzja, ale to, co do tej pory udało mi się nagrać, wygląda całkiem fajnie. Czemu nie?
Na Koniec Dnia
Spędziłem dzień na nauce matematyki. Fajnie. Podoba mi się. Plaża, pies zadowolony, widok na morze, analiza matematyczna – dziwna kombinacja, ale działa.
Już wiem, że czeka mnie zakup stacji energii, zresztą zakładałem tę opcję już przed wyjazdem. Do tego panele solarne, rozkładane. Bo bez tego, postój na dłużej, to się nie uda.
I nową kamerę. Zainwestować poważnie, jeśli chcę nagrywać film z drogi. To tematy na kolejne dni. Na razie zachód słońca z widokiem na morze czeka.
Zobacz inne artykuły z tej samej kategorii








